środa, 19 grudnia 2012

historia pewnej gwiazduni...

Chciałabym dziś opowiedzieć o kimś bardzo, bardzo wyjątkowym... Niestety tego kogoś od niedawna nie ma już wśród nas... tzn nie ma go tylko fizycznie. Teraz żyje w naszych myślach, przechadza się z chmurki  na chmurkę obserwując czy podejmujemy słuszne decyzje, prosi aniołki o śnieg, który tak bardzo uwielbiamy... Niestety człowiek jest tylko pustym kawałkiem materii i nasz egoizm nie pozwala nam się pogodzić z odejściem bliskiej osoby, dlatego ta obecność metafizyczna nam nie wystarcza. Chodzimy smutni i przygnębieni, pogrążeni w rozpaczy i żalu... Niestety takie są etapy żałoby i po prostu trzeba jakoś to przetrwać... Pewnie pisząc tego posta będę ryczeć jak głupia, trudno! Ta osoba była tak wyjątkowa, że chciałabym aby usłyszał o niej cały świat. Czy jest inna taka możliwość niż przez internet?


Dzisiejszy post chciałabym poświęcić mojemu tacie... Odszedł niedawno, więc mój ból jest ogromny. Tak wielki, że mam czasem ochotę się zatrzymać i zacząć krzyczeć na całe gardło, a i tak wiem, że nie uciszyłabym głosu rozpaczy w moim sercu... Ale nie będzie to post o jego śmierci, tylko o wspaniałym życiu jakie miał...


Kurczę sama nie wiem od czego zacząć... jest tyle historii, które bym chciała opisać, a tu pustka w głowie... Wracając ze szkoły zaczęłam o nim myśleć. Właściwie to myślę o nim bez przerwy. Tak szłam i ni z gruszki ni z pietruszki pomyślałam: muszę o nim napisać! i naprawdę nie wiem czemu, myślałam o tytule. Jak nazwać post o tacie, który niedawno odszedł? Chciałam go nazwać jednym słowem, które opisałoby mojego tatę. I wiecie co? Nie ma takiego słowa. Nie istnieje jedno słowo, które by go opisało. Był tak wszechstronny, wspaniały, dobry, mądry, pełen życia i energii, miał dar opowiadania, był też nerwowy i uparty... Nie da się znaleźć słowa, które to wszystko zbierze w jedną całość. Stąd tytuł o gwiazduni, bo mój tata kochał gwaizdorzyć :) Zawsze jak były spotkania rodzinne, grille, imprezy itp. jak tylko otwierał usta, aby coś opowiedzieć, wszyscy go z uwagą słuchali. Opowiadał kawały, które tak naprawdę nie były aż tak śmieszne, ale sposób w jaki to przekazywał sprawiały, że wszyscy się śmiali. Opowiadał przezabawne historie ze swojej młodości (może przytoczę jakąś), po których wszyscy płakali ze śmiechu. I zawsze tłumaczył prawo Bernoulliego. A potem jak zaczynała grać muzyka i wychodził na parkiet, jak zatańczył rock'n'rolla - no cóż był po prostu kapitalny (to jego słowo).

Można powiedzieć, że był też zawodowym łamaczem plastikowych krzesełek ogrodowych. Pisząc o imprezach przypomniałam sobie o tym. Chyba nikt nie wie ile połamał tych krzesełek. Raz postawił sobie krzesełko na niewielkim - naprawdę niewielkim wzniesieniu. Usiadł i BACH do tyłu! 3 fikołki a krzesełko na kilka części. Innym razem najzwyczajniej w świecie siedział, innym po prostu siadał... A ponieważ, jak to już napisałam, był gwaizdunią, to za każdym razem zrobił z tego mały cyrk:)



Mamy domek na wsi, ze stawem i wielkim podwórkiem, z sadem, kawałkiem lasu, ogrodem. Taki mały kawałek nieba. Tata kochał to miejsce i wkładał w nie całe serce. Wszystko co jest tam zrobione, jest zrobione naszymi rękom - głównie jego. Zaczynając moją przygodę z fotografią (Zenitem jeszcze) zrobiłam mały reportaż, może kiedyś go zamieszczę, o tym jak robi się płot przez ludzi, którzy nie mają na ten temat zielonego pojęcia. Początki były trudne, ale potem tata sam zrobił ten płot. I stoi on sobie tak. Tata wyremontował wszystkie pokoje, zrobił masę potrzebnych rzeczy. Był złotą rączką. Potrafił wszystko. Był inżynierem, i zawsze powtarzał, że inżynier musi umieć wszystko! Ja i siostra też jesteśmy inżynierami i dzięki niemu, naprawdę wiele umiemy. Naprawiałyśmy z nim silnik kosiarki, pomagałyśmy przy malowaniu i tapetowaniu, nie mówiąc już o tym, że robiłyśmy cement i wylewkę. 2 razy. Bez betoniarki... Ale była przy tym zabawa :) 






Z całą pewnością powiedziałby tu: "dzień dobry, good morning. How are you??"


W każdym razie na tej działce często robimy z siostrą imprezy, gdzie przyjeżdżają nasi znajomi. Tata zawsze nam towarzyszył i bawił się z nami. Miał wspaniały kontakt z młodymi ludźmi i wszyscy nasi znajomi go uwielbiali... Najlepiej to obrazuje o taki oto filmik:


Było to w czasie jednej z majówek. Chłopaki z moim tatą na czele siedzieli cały dzień i obmyślali scenariusz tegoż filmiku. Poszło na niego kilka browarów. Pierwsze kręcenie niestety się nie udało, bo Krzysztofowi się puszka nie otworzyła :) a tu szkoda, że tak wcześnie zatrzymano nagrywanie, bo tata cały oblał się piwem hehe:)
Tak to wyglądało, czyli próba pierwsza i ciąg dalszy próby pierwszej nieudanej :)


A w tle widać płot, o którym wspomniałam


A tak idąc z tej szkoły przypomniałam sobie zdanie, które tata wypowiedział w tamtym roku, jak jechaliśmy na mszę w pierwszy dzień świąt: 
 T: "taka zima bez śniegu to głódź, normalnie to głódź!"
 Sis: "tato? a co to jest głódź?"
 T: "no taka zima bez śniegu. Ależ jest głódź!"
Nic dodać, nic ująć :)
Ogólnie tata uwielbiał wymyślać nowe słowa. Kiedyś przyczepiliśmy w kuchni tablicę i wypisywaliśmy jego nowe słowa. powstał cały słownik. Niestety mazak wyblakł... Wśród nich były takie słowa jak: ciepłość, zimność, lewość i prawość, asfał (asfalt), prztykacz (magii), i cała masa innych.


Był też człowiekiem, który miał wiele pasji. Jako młody chłopak latał na szybowcach. Jako trochę starszy pływał na żaglach (gdzie poznał mamę), a jak był już dorosły, i nas trochę odchował, zaczął jeździć na rowerze :) Najlepiej mu się jeździło jak było powyżej 30 C. Kochał upał i ciepło! Jak przychodził sierpień to wybierał się do sklepu po buty zimowe. A w styczniu odliczał o ile minut jest dłuży dzień...Nauczył nas, że człowiek jest spełniony, wtedy kiedy ma pasje. Bo jak ma się pasję, to ma się sens życia...


W szybowcu...



Na żaglówce...



W helikopterze...


A tak w ogóle, to na urlopie macierzyńskim ze mną i siostrą był mój tata :) w sumie nie wiem jak to wyszło, ale siedział z nami w domku. I naprawdę to lubił :) Zawsze mówił, że to najlepszy okres w jego życiu, mimo, że dałyśmy mu nieźle popalić :)



No i miał klaustrofobię. Dość mocną. Dlatego nie nosił obrączki. Wiem, zabawne... Ale jak kiedyś uszczelnialiśmy okna sylikonem, i zostało trochę na palcach, to o mało nie stracił przytomności. A jak złamał  kostkę w dłoni, wymieniając rurę od odkurzacza, i miał prze miesiąc rękę w gipsie, to prawie chodził po ścianach :) I mimo tak silnej klaustrofobii, kochał latać. A przecież kabinka w szybowcu jest taka malutka! Ale mówił, że tam widzi całą przestrzeń i to go nie przerażało.




Jak był młody, wychowywał się z trochę młodszym kuzynem od siebie. Pewnego razu wykręcili wszystkie żarówki na klatkach w całym bloku, bo chcieli zbudować wylęgarnie kurczaków. No cóż, jak to podłączyli do prądu i rypnęło, to pół osiedla nie miała światła :) Albo jak mieli pilnować sąsiadkę młodszą, i wymyślili, że pobawią się w pociąg. Tata jako najstarszy miał być maszynistą, wujek miał być konduktorem, a sąsiadka pasażerem. A ona nie chciała być pasażerem... więc ją caluteńką wysmarowali dżemem :) A jeszcze innym razem tata powiedział wujkowi, że jego szkoła jest głupia. Pani w szkole powiedział, że nie ma kto zostać z kuzynem i czy może siedzieć i rysować sobie... Rodzice zorientowali się chyba po 3 tygodniach :) Było jeszcze kilka takich historii, ale jakoś nie mogę sobie teraz przypomnieć...



A to jedno z ostatnich zdjęć z mojego wesela :) a na dole z mamusią :) wyglądał bardzo pięknie i elegancko, jak to na gwiazdunię przystało :)



Można by tak o nim pisać naprawdę długo i długo... jest masz historyjek, które chciałabym przytoczyć, a tu głowa pusta... :( Pragnę też podkreślić jak był dobry. Nigdy nie myślał tylko o swoich korzyściach, ale przede wszystkim o innych. Jak pracował prosił kierownictwo o podwyżki nie dla siebie, tylko dla ludzi, nigdy nie wyniósł nawet jednego gwoździa. Był bardzo uczciwy, nawet jak mu się za to obrywało... Mimo pesymityzmu był uśmiechnięty i pogodny... Strasznie za nim tęsknię....

Część z was pewnie uważa mnie za dziwną, że napisałam takiego posta. Miałam taką potrzebę, i uważam, że o tak wspaniałych ludziach jak mój tata trzeba mówić jak najwięcej... Jestem mega szczęściarą, że był moim tatusiem... A teraz już zawsze będzie miał te swoje 30 C na jazdę na rowerze, cumulusy do fruwania na szybowcu i prawy hals do żeglowania. Jestem pewna, że mimo naszego całego bólu i tęsknoty, on jest przy nas...



18 komentarzy:

  1. Kochana tule Cie mocno do serducha.. i nie widze nic dziwnego w Twoim poscie. Ja Cie dobrze rozumiem.. sama w tym roku stracilam mame, ktora nie tylko byla moim rodzicem ale i najlepsza przyjaciolka. Byla najlepszym czlowiekiem jakiego w zyciu spotkalam.. nie tylko dla mnie ale i dla ludzi ktorzy ja znali. I mimo, ze od tego strasznego dnia minelo juz (albo dopiero) 8 miesiecy, serce nadal krwawi :-( I nie pomaga myslenie, ze przeciez nadal jest z nami, kiedy nie moge sie do niej przytulic ani uslyszec jej glosu :-(

    Wspaniale napisalas posta o Swoim tacie.. juz z samych zdjec bije od niego dobro i cieplo..

    Nie potrafie zrozumiec dlaczego tak wczesnie odchodza od nas tak dobrzy ludzie.. A rozne "zakaly" dozywaja sedziwego wieku :-(

    buziam i tule :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za ciepłe słowa i wsparcie :) Ja mam taką teorię, że Ci dobrzy - są po prostu wybrani... a Ci źli są zostawieni na opamiętanie... w końcu złego licho nie bierze...

      Pamiętaj: wiecznie żywy jest tylko ten kto żyje w naszej pamięci :) staram się tego trzymać, aczkolwiek nie zawsze pomaga...

      też Cię mocno tulę i pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Weroniko perzeczytałam od deski do deski... sama się wzruszyłam, więc pewnie płakałaś... na pewno płakałaś pisząc tego posta, którego w 100% popieram. Chciałaś powiedzieć co czujesz, pokazać jakim wspaniałym był człowiekiem ...
    bardzo mi przykro,. że straciłaś tatę.... nie wyobrażam sobie kiedy mnie to spotka... jak to będzie, nawet myśleć o tym nie chcę:(
    ważne że pięknie go wpsominacie i na pewno jest przy Was... na pewno:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie płakałam - ryczałam jak głupia. Potem go przeczytałam kilka razy, i też ryczałam. Czytałam to tak jakby ktoś inny napisał tego posta... Przez oczy zalane łzami pisałam dość długo... ale cieszę się, że się udało, i wydaje mi się, że ładnie go opisałam :)
      Nie myśl o tym, że możesz stracić kogoś bliskiego. jak to przyjdzie i tak nie będziesz gotowa, bo na coś takiego nie da się przygotować... a zamiast tracić czasy na obawy, lepiej cieszyć się obecnością każdej bliskiej osoby :)

      Usuń
  3. Usmialam się z tej wylegarni kurczaków :)
    a takie dobre i ciepłe wspomnienia są najlepszym dowodem na to, że wciąż jest z Tobą

    siły i spokojnych świat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i super, że się uśmiałaś bo miało być na wesoło :) bo taki był mój tatuś :)
      dzięki i też się trzymaj :)

      Usuń
  4. Piękny post! Wzruszający, ciepły i potrzebny! Pięknie napisałaś o swoim tacie, to musiał być cudowny człowiek. Widać ciepło i dobro w Jego oczach. I widać, że spełnił się w swoim życiu, po córce widać! Tulę ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj na moim blogu hihi :) dziękuję za ciepłe słowa :) no tatuś był wspaniały :) taka gwiazdunia :) ściskam :)

      Usuń
  5. Popłakałam się czytając tego posta. Momentami się śmiałam i płakałam. Rozumiem Cie doskonale i rozumiem potrzebę napisania przez Ciebie tego posta. Mój tato zmarł 4 lipca 2011 roku. Pojechał do szpitala i 1,5 miesiąca później go nie było. Ja miałam 29 lat, tato 55. Za szybko i za krótko. Tego nie da się opisać. Rozumiem Twoją potrzebę opowiadania o tacie. Mój był podobną osoba, radosną, z pasją. Taki śmieszek. Brakuje, Bardzo brakuje. Ale lubię go wspominać. CO prawda czasem jeszcze płacze jak opowiadam. Ale lubię go wspominać. Ale to jest prawda, że jak długo żyje pamięć tak długo ta osoba jest przy nas.Najmilej jest mi jak wspominają go ludzie których nie znałam, a mówią o nim takie dobre rzeczy. Co prawda potem często się popłaczę. Ale to taki pozytywny płacz. I tego Ci życzę, spokoju w życiu, żywej pamięci o tacie i nawet jak popłaczesz, to żeby to był taki pozytywny płacz.

    Co do wylęgarni kurczaków to się uśmiałam jak głupia :)
    A na blogu zostaję, bardzo mi się tu podoba :))

    pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Madziu :) przepraszam, że odpisuję tak późno, ale dopiero zauważyłam ten komentarz :) utworzyło mi się już sporo postów i czasem ciężko to wszystko ogarnąć hehe :)

      Współczuję z powodu Twojego tatusia... ale widzę, że rozumiesz mnie doskonale :) przeżywam to w podobny sposób :) i też jest mi mega milo jak ktoś obcy opowiada o nim coś fajnego :) wtedy rozumiem, że inni także go szanowali, a to jest bardzo ważne :)

      taaak... historia z wylęgarnią jajek to jedna z moich ulubionych i też zawsze na niej płaczę ze śmiechu hehe :)

      ściskam mocno i dziękuję za tyle ciepłych słów :*

      Usuń
  6. Kochana. Dziękuję za linka do tej historii... nie odwołuje swoich pozdrowień dla taty - uściskaj go. Jestem przekonana, że siedzi Ci na ramieniu i trzyma kciuki za Twoje życie. Jak mój tata na moim. Wiem to!
    :* no to teraz łączy nas bardzo dużo. doskonale wiem co czujesz. Wszystko rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie! pięknie to napisałaś! i ja głęboko wieżę, że ciągle przy mnie jest :) Kurczę, przykro mi z powodu Twojej strarty... ściskm mocno!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. :* takim był człowiekiem i dzięki niemu mam takie wspomnienia :)

      Usuń
  8. Tak bardzo się zaczytałam. Przepięknie napisane, z serca i duszy. To obraz pięknej miłości....córki do ojca i ojca do całego świata. Ściskam i pozdrawiam Cię ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak ciepłe słowa!!! Tak, dobrze napisane, mój tata kochał cały świat... i życie!

      Usuń

• • • Dziękuję za każdy komentarz :) ♡♡♡
Uwielbiam je wszystkie i chłonę jak gąbka wodę :) • • •

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...