piątek, 22 marca 2013

Adnotacja do "C jak..."

Wczoraj napisałam post o domowych technikach czyszczących. SPRZĄTAJ Z GROCHEM Bardzo ucieszyło mnie, że wam się spodobał i dziękuję za wszystkie komentarze i dodatkowe porady :) z całą pewnością z nich skorzystam :) 

Po pierwsze zapomniałam wczoraj podkreślić, że środkiem do czyszczenia, którego również używam jest oczywiście OCET! Też daje fantastyczne efekty! Niestety wczoraj zapomniałam go kupić, dlatego nie użyłam go do czyszczenia piekarnika - ah to moje roztargnienie :)

zdjęcie via pinterest




Dziś nadrobiłam mój błąd! I właśnie trwa kolejny etap czyszczenia piekarnika :) Słuchajcie uważnie: dno piekarnika zalałam OCTEM, potem zasypałam to solą :) Octu wlałam nie za dużą ilość, więc wytworzyła się taka pasta - idealnie do ścierania przyschniętego osadu :) Po takiej kuracji ponownie wlałam ocet - nie za dużo, potem sól, potem wrzątek i na to wszystko posypałam sporo sody oczyszczonej :) aż zawrzało :) od razu na górze pojawiły się ciemne drobinki, czyli oderwały się od dna przypalone drobinki :) zamknęłam drzwiczki i czekam tak około godziny, może trochę dłużej. Po takiej kuracji poszoruję jeszcze trochę, zmyję wszystko gorącą wodą :) Nawet jeśli nie usunie się wszystko, to i tak będzie, PHI już jest o niebo lepiej! :) 

Zapomniałam wam jeszcze podać fajny przepis na czyszczenie mikrofali (podałam go w jednym z komentarzy). Osobiście jej nie lubię i nie korzystam z niej, ale jak wynajmowałam mieszkanie parę lat temu, była, i rzadko ale korzystałam. Jak korzystałam trzeba było umyć. I tak Do miseczki wlewa się wodę i wciska całą cytrynę, skórki też wrzucamy do wody. Wstawiamy i włączamy mikrofale. Gorące opary wody z kwasem cytrynowym powodują, że tłuszcz łatwiej odchodzi. Wystarczy potem jedynie przetrzeć ciepłą wodą i mikrofala jest czyściutka :)

Za jakiś czas postaram się wam jeszcze przygotować jakieś fajne techniki :) a jak wy macie jakieś swoje sposoby, to dzielcie się! :)




PODPIS

czwartek, 21 marca 2013

C jak....

Dziś wszyscy piszą o wiośnie :) ale nie ja :) ja to tam się cieszę, że nas zasypało :) lubię śnieg i zimę i mimo, że potrzebuję też trochę już słoneczka, to cieszę się :) zawsze mam niedosyt zimy i śniegu :) w tym roku nasycę się nią na maksa, więc może jakoś uda mi się przetrwać lato...

U mnie teraz bardzo pracowity okres :) i miałam cały tydzień nie pisać, bo po prostu nie mam kiedy. Wracam późno, zmęczona, i siadam do szycia, żeby wam pokazać co można stworzyć ze skrawków :) wygrałam je od Nitek Szyciowych z Poznania :) o tutaj, jakby ktoś przeoczył KLIK 


Dziś jednak chciałam poruszyć dość ważny temat: SPRZĄTANIE! Osobiście go nie znoszę, ale cóż, bez niego nie da się obejść... Wychodzę jednak z założenia, że dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania i jakąś pedantką to nie jestem. Staram się raz w tygodniu posprzątać, a i tak chwila, moment i jest bałagan. Jak na dwie osoby, jeden pokój to jednak trochę mało, i mimo, iż biurko Małża jest w drugim pokoju, to i tak wszystkie rzeczy trzymamy w naszym pokoju. Ciężko to wszystko zgrabnie poupychać, tym bardziej, że mamy tam kawałek łazienki (proszki, ręczniki, środki do czyszczenia itp), kawałek kuchni (Kieliszki, filiżanki, jakieś dodatki do gotowania), nasz sprzęt fotograficzny, do tego wszystkie ciuchy, moje książki, moje notatki, no i oczywiście MASZYNA DO SZYCIA +2 tony tkanin i 10 ton włóczek :) no cokolwiek bym nie zrobiła i tak będzie bałagan! A! i moje buty, których też jest sporo :) dostały swoje wielkie pudło :) no i na drzwiach szafy wisi moja kiecka ślubna, bo w szafie się już nie mieści hihi :)

Ale tu się rozpisałam o naszym pokoju, a to nie ten temat hihi :)

Tylko nie myślcie, że jestem jakimś sprzątającym specem - oooo nieee... po prostu mam kilka swoich sposobów hihi :) 

W sobotę zaprosiłam rodziców Małża na obiadek :) No i nazbierało się 13 osób! I muszę zrobić obiadek :) cieszę się, że ich ugoszczę, ale odczuwam stres, bo nigdy nie robiłam obiadu na tyle osób... A my mieszkamy u mojej cioci. Jest to już starsza osoba, i mimo, że tworzy wrażenie pednatki jest okropną bałagarniarą! Piekarnik nie był chyba czyszczony od początku... A w każdym razie od ładnych paru lat, dlatego z niego nie korzystałam. A teraz chciałam upiec mięsko, bo tak w sumie najwygodniej i lepsiejsze będzie... Więc się zawzięłam że go wyczyszczę... A teraz ledwo siedzę hehe :) I chciałabym wam opowiedzieć, o domowych sposobach, z których korzystam :) Jestem zwolenniczką takich metod, aczkolwiek z "kupnych" środków czystości również korzystam :)





Do wyczyszczenia piekarnika kupiłam specjalnego Cilit Banga do tłuszczu... Nie był tani, i się zawiodłam! No niby coś tam wyczyścił, ale zachwycić to mnie NIE zachwycił! Więc po nie udanej próbie sięgnęłam do tradycyjnych metod - dno piekarnika, na którym była 5 cm warstwa tłuszczu, wysypałam sodą oczyszczoną, spryskałam wodą i zostawiłam na 2 godziny. Poszorowałam, poszorowałam i trochę zeszło. Powtórzyłam to. No i znowu troszkę zeszło. Potem znowu Cilit Bang, i znowu szorowanie. 



No i jak tak szorowałam i szorowałam, i w końcu nic już nie schodziło zezłościłam się... I wtedy to do gry weszła, dobrze nam znana i kochana....


CYTRYNA!!!!!


Cytryny to naturalny środek wybielający - podobnie zresztą, jak promienie słoneczne :)
Po zmieszaniu z solą luab sobą oczyszczoną jej moc czyszcząca wzrasta.


Sok z cytryny nadaje się idealnie do usuwania plam i tłuszczu!



Żadne środki czystości się do niej nie umywają! Do niej i do sody oczywiście!

zdjęcia via: pinterest

A soda nie dość, że ma właściwości ścierne to jeszcze usuwa przykre zapachy!
Ja np. wsypuję w mały słoiczek sodę i wrzucam do lodówki:) i tak sobie stoi na półeczce :)


Wracając do pierkarnika: zagotowałam czajnik wody, wlałam na dno piekarnika trochę (żeby się nie wylewało) wrzątku, wcisnęłam całą cytrynę, resztę wrzuciłam na dno piekarnika i zamknęłam drzwiczki na 15 minut. W tym czasie szorowałam tą taką kratkę od rusztu... I też zalałam ją gorącą wodą i przejechałam po każdym pręciku skórką z cytryny - od razu zaczęło ładniej schodzić! 

Fakt, faktem, że kurację sodowo-cytrynową muszę jeszcze powtórzyć, bo zostały poprzypalane drobinki, ale to już jest bez porównania do tego co było! :) 

A jak zostaje mi końcówka cytryny to zawsze zasypuję deskę do krojenia solą i przejeżdżam po tym tą cytryną (lub sypię sól na cytrynę i tak trę), po czym normalnie myję. Jest to środek świetnie dezynfekujący. Używam też połączenia octu z cytryną i wodą jako środka uniwersalnego :) też się doskonale sprawdza choć niestety śmierdzi octem...  

Z domowych sposób jeszcze lubię wlać kropelkę olejku zapachowego do wody w spryskiwaczu jak prasuję - szczególnie do pościeli. Pranie wtedy jeszcze piękniej pachnie i jest takie jeszcze bardziej świeże :)

Mam jeszcze kilka tajników, ale to następnym razem :) teraz czas na relaks :) 

Dobrej nocki i fajnego jutra!

A jutro już piątek tralalalalala :D:D:D




PODPIS

czwartek, 14 marca 2013

Moje Miasto...

Obiecałam opisać mój wspaniały weekend, więc piszę :)


Otóż weekend wyszedł całkiem spontanicznie :) przyjechała moja siostra i kolega:) było SUPER! Kuba był po raz pierwszy w Łodzi, więc zwiedziliśmy troszkę miasta :) zaczęliśmy od pubów ;P i sama odkryłam parę nowych, dawno nie zapuszczałam się na piwko na miasto, więc fajnie było zobaczyć nowe miejsca :) 

Łódź jest miastem mocno specyficznym. Powszechna opinia krąży, że jest szare, brudne, smutne, komunistyczne i w ogóle bleeeeeeeeee... Ja kocham Łódź od zawsze. I już nie jedną osobę przekonałam, że to naprawdę wyjątkowe miasto :) Nie powinno się oceniać książki po okładce, a wszyscy tak postępują wobec Łodzi :) zapraszam was dziś na małą wycieczkę, mocno wyjątkową i niestandardową po Moim Mieście :) mam nadzieję, że zainteresuję was choć odrobinkę :)

Zaczęliśmy dość normalnie, zwiedziliśmy Księży Młyn. Można powiedzieć taka dzielnica Łodzi, stara, pofabryczna :) składa się ze starych pofabrycznych budynków, przecudownie wyremontowanych na luksusowe lofty. Oczywiście wszystko oryginalnie zachowane. A dookoła stare malutkie budynki, w których kiedyś mieszkali pracownicy. One nie są odrestaurowane, ale to im tylko dodaje uroku :) Wszystko w czerwonej cegle, którą ja osobiście uwielbiam :)


Kilka zdjęć ze szczegółami :) 
Nasz nowy obiektyw jest nieziemski hihi :)





Dalej już nasza wycieczka przybrała mniej normalną formę :)

Nie zwiedzaliśmy muzeów, Piotrkowską zwiedziliśmy nocą, Manufakturę zostawiliśmy na obiad, a perełką całej wycieczki były MURALE :) 

Nie wiem czy o tym słyszeliście, ale od jakiegoś czasu w Łodzi dzięki Fundacji Urban Forms w Łodzi powstają niesamowite graffiti , a raczej street art :) Jest ich już 20, nam się udało zobaczyć 16, więc całkiem nieźle, jak na jeden dzień :) Nie przy każdym mieliśmy możliwość się zatrzymać i dokładnie obejrzeć... więc część widzieliśmy tylko z auta :)

Jak dla mnie to jest... jest to coś niesamowitego! to niewyobrażalne jak można z taką precyzją i dokładnością malować na tak ogromnych powierzchniach! Murale bardzo pokolorowały naszą szarą Łódź i nadały jej nowy wymiar :) ja osobiście jestem nimi zachwycona i zafascynowana :) 

Wrzucam dużo zdjęć, żebyście też mogli dokładniej się im przyjrzeć :)


Już je tu widać...
Już wyłania się zza drzewka...
Drugi widać w tle...
Wystarczy się przyjrzeć dokładniej...

A śnieg tylko dodał im uroku :)



Sama nie wiem, który bardziej mi się podoba! 
Ale chciałabym mieć widok na taką dziewczynę z okna... 
zazdroszczę tym co tam mieszkają...




I cudowny podpis autora :) 
Autorem jest ekipa  Etam Crew z Polski, czyli Sainer & Bezet.




Balonik&Sopelki :D



"Tu mogła być reklama.
Woleliśmy mural.
Uniwersytet Łódzki"
Popieram w 100% :)





Te powykrzywiane ręce...
Ten balon...
Słoń...
Nito małpa, nito człowiek...
Kolory...
Wszystko jest tu idealne!
I spodnie w grochy :D:D:D:D


A tu moja sis hihi :)


A tu nasi goście:)


Ciężko było mi go objąć całego, więc musiałam kombinować :)







A laska jest genialna! To wygięcie ciała, ta ręka... 
Niebieskie włosy...
Kolory sukienki :)




I kilka ujęć na szczegóły:




Autorem tegoż dzieła jest Sainer (Polska)




Każdy mural ma tabliczkę z podpisem przez jakiego autora został wykonany :)
I podkreślająca, że jest to dzięki Fundacji Urban Forms :)
Więc jeśli ktoś nie lubi takiej sztuki, nie jest to wandalizm! Wszystko jest legalnie :) 
A dla mnie są to takie wisienki na torcie mojej kochanej Łodzi :)




Początkowo nie bardzo mi się podobał.
Ale po głębszym przyjrzeniu się dostrzegłam wiele szczegółów, które mnie zachwyciły!

Z daleka widzimy dziadka z wąsami, z zegarkiem zamiast nosa, który układa klocki...




Ale jest tam napis: ŁDZ (Łódź) i bardzo, bardzo wiele innych drobnych elementów, które składają się na tego dziadka :)




Autorem jest Gregor (Polska)




A to jedno z moich ulubionych zdjęć :)
Było dość zimno, ale nie dało się przejść koło nich obojętnie :) przy każdym trzeba się zatrzymać, przyjrzeć, przeanalizować :) 


A po drodze napatoczył się o... taki oto ludzik :)




I tu jeszcze jedno ujęcie na dziadka :) sama kolorystyka jest super :)
A te miętowe dodatki + miętowe garaże perfekcyjnie do siebie pasują :)




Kolejny, ogromny...
Autorem jest Aryz (Hiszpania)


Też ciężko było mi go objąć hihi :) 


A tutaj mamy, hmmm... coś, co jak dla mnie jest ogromnym transporotwcem :) Widać tu czołgi, autokary i inne samochody. 
Autorem jest M-City (Polska)
Jako ciekawostkę wam powiem, że jest w 100% zrobiony z szablonów! Wyobrażacie sobie to wszystko powycinać? a potem tak odrysować, żeby się wszystko składało?
Niesamowite! 
Czy ktoś jeszcze uważa, że to nie jest sztuka?




A wprost na przeciwko jest takie oto geometryczne cudo:)
I w ten oto sposób pokazano, że Szkolne Schronisko Młodzieżowe wcale nie musi być nudne :)
Autorem jest polak: Pener


A tutaj ulubiony mojej sis:)


Takie tabliczki są przy każdym z murali :)



I po raz kolejny miałam problem, aby całego objąć :)
Kubuś - dzięki! bardzo mi pomogłeś ;P




A jak jechaliśmy na obiadek, to znalazłam takiego gościa :)


I kolejna z mega niesamowitych prac!
Na pierwszy rzut oka witać pędzącego konia, który się wywalił i zrzucił jakiegoś kolesia.
Ale jak się przyjrzymy to widać, drugi obraz, jeźdźca na koniu, który także się przewraca.
Zauważcie po prawej stronie widać jak jeździec jedzie na koniu, potem się pochyla jakby w skoku, a potem - już tylko cień/zaryz - wywrotka.... 
Jest to jeden z bardziej niesamowitych murali!
Jest dwóch autorów tej pracy, co zresztą wyraźnie widać. Pierwszy to już troszkę nam znany z obrazu słonia, ekipa Etam Crew (Polska) - ta część przewróconego konia i lecącego gościa.
Drugi autor, ten od prawej strony, Sat One z Niemiec.


Tu kolory są trochę przekłamane, bo było już ciemno i oświetlenie lamp zepsuło zdjęcie:/
Autor to Inti z Chile.
Nie będę o nim nic pisać. Mnie osobiście zabiera dech w piersiach... 
Delikatność tej postaci, domyślam się, że to kobieta, i kontrast - trupie czaszki jako korale i pas z nabojów (tu ich nie widać)...


 I już na zakończenie małe podsumowanie :) 
Jak widać znalazły się też grochy hihi :)




Bardzo długi wyszedł mi ten post... Przepraszam :)

Mam nadzieję, że podoba wam się moja mała i nietypowa wycieczka po Łodzi :) Oczywiście zdjęcia nie oddają pełnego uroku murali. Warto je zobaczyć na żywo :)






PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...