Witajcie moi drodzy!
Krok po kroczku, krok za kroczkiem,coraz bliżej święta!
Czas zakupów, choinek i dużego zamieszania, sprzątania, gotowania i pieczenia. Czas prezentów, Mikołaja i kolorowego papieru. Ale czy przy tym całym zamieszaniu nie zapominamy o tym, o co tak naprawdę w nich chodzi? Czy nie zapominamy z jakiej okazji się spotykamy z rodziną, obdarowujemy, łamiemy opłatkiem?
{z tej okazji znalazłam dla was kilka pięknych ilustracji}
Jakiś czas temu poznałam chłopaka. Pierwsze jego zdanie do mnie było: "Jestem ateistą! I jestem z tego dumny!". Odpowiedziałam, że ja jestem dumną katoliczką. Zadałam mu pytanie, które intrygowało mnie już od bardzo dawna (nie chcę być źle zrozumiana, szanuję taką decyzję:)): "Czy obchodzisz Święta Bożego Narodzenia?". Chłopak bardzo się zdziwił i od razu odpowiedział: "Ależ oczywiście!? A jakże bym mógł nie obchodzić? to najbardziej rodzinne święto!", na co ja powtórzyłam pytanie: "Czy obchodzisz Święta Bożego Narodzenia? Urodziny Jezusa? Urodziny naszego Pana i Boga?". Chłopaka zamurowało i gorączkowo zaczął się tłumaczyć, że to nie tak, że to okazja do spotkania z rodziną itd. Dla mnie osobiście takie gadanie, to jak powiedzenie: Jestem wegetarianinem, ale jem wołowinę.
A teraz do rzeczy :)
Poznałam Kasię z bloga Długa droga do domu parę miesięcy temu. Kasia przepięknie pisze, często na tematy bardzo trudne. Była przy mnie w momencie moich najcięższych chwil, wspierała mnie dobrym słowem, możliwością wygadania się. Zawsze mogłam do niej napisać, a nawet zadzwonić, a ona zawsze znalazła dla mnie czas. Ma w sobie niesamowicie dużo pozytywnej energii i radości, którą się po prostu wyczuwa. Jeszcze nie udało nam się spotkać, ale wiem, że wcześniej czy później na 100% się poznamy osobiście :) skończy się pewnie na nieprzespanej nocy, bo nie będziemy mogły się nagadać haha :) Bardzo chciałam, żeby napisała dla mnie parę słów, więc jestem szczęśliwa, że się zgodziła :) Poprosiłam ją, aby napisała czym święta są dla niej :)
Oto jej odpowiedź:
W Święta raczej nikt nie chce być sam. Wspólne smaczne jedzenie, w rogu choinka, gdzieś w tle kolędy to coś, na co niektórzy czekają cały rok. Są też domy, gdzie jedność przy stole to farsa, rodziny podzielone bliznami przemocy, a każdy marzy o tym, żeby się już tylko skończyło – dzieci żeby poszły wreszcie do szkoły, a mąż do pracy. Każdy sądzi po sobie, po tym, jak został wychowany, czym są Święta Bożego Narodzenia. Opłaca się jednak postarać, by było tak pięknie, jak sobie zamarzymy. Szczerze, nie w obłudzie.
Najwspanialszy Adwent przeżyłam, kiedy mieszkałam w Niemczech (kiedyś słyszałam taką wyliczankę, co się Niemcom udało w historii ludzkości – był tam miś Haribo, powinien też być Adwent). Feeria światełek, jarmarków w każdym kącie miasta, na których można zjeść piernika o obiadowej liczbie kalorii. Odliczają niedziele – 1. Adwent, 2. Adwent… Kościół mówi, że to czas radosnego oczekiwania – tak jak kobieta w ciąży przeżywa to, że zaraz urodzi dziecko. Ekscytacja, trochę niepewności, ciekawość. Przygotowuje się na ten dzień, zbiera fanty - to jest właśnie Adwent. Czytania w Kościele przygotowują na moment narodzin Chrystusa, co twardsi maszerują co rano z lampionami na mszę roratnią (ja do nich niestety nie należę). W Adwencie można zrobić coś miłego dla innych – podzielić się czymś, wymyślić sobie jakieś postanowienie i je zrealizować, wyprać się w konfesjonale.
Im bliżej Świąt, tym więcej lampek i świeczek rozświetla ciemność mojej zimy, choinka roztacza swój zapach w moim domu dopiero w Wigilię. Co roku staram się ubierać ją trochę inaczej, by dać upust swoim potrzebom wyżycia się artystycznego. Nie uskuteczniam żadnych ogromniastych porządków (plastikowe okna myje się w pół godziny dwie sztuki), z wyprzedzeniem staram się je zaplanować i rozłożyć w czasie tak, by Wigilia nie była jak zjazd na zjeżdżalni (czyli żebym zdążyła pomalować paznokcie i się wystroić). Nie jem niczego, co pływało w wodzie, nie znoszę bakalii ani suszonych owoców, Wigilia jest zatem dniem mojego największego głodu (bije na głowę Wielki Piątek) – bo ile można zjeść barszczu i kapusty z grzybami (już nawet w moim wieku niezbyt wiele)? Im bliżej wieczora tym większe podekscytowanie – 10 lat temu poszłam na swoją pierwszą pasterkę w życiu. Wiem, że pasterki różnie wyglądają w różnych kościołach, u mnie oprawa zawsze jest iście świąteczna i podniosła. Ciemność, gdy wchodzi się do świątyni rozświetlają tylko lampki dwóch wielkich choinek przy ołtarzu oraz te przy żłóbku. Kolędy śpiewa chór przy akompaniamencie orkiestry. Stoję jakby wmurowana, patrząc na ołtarz i odkrywam na nowo fakt, że narodził się Bóg. Urodziny Chrystusa. To jest te 1,5 godziny, na które czekam przez cztery tygodnie Adwentu. Od teraz śpiewa się kolędy i przez osiem dni świętuje się urodziny Największego Gazdy. Wracam z kościoła do domu razem z innymi ludźmi i czuję się utulona. Resztę świątecznego czasu spędzam na spotkaniach rodzinnych i czasem z przyjaciółmi.
Często jest, że ktoś się z kimś pokłóci, ktoś się spieszy, a drugi się grzebie. Niewyschnięty lakier do paznokci brudzi futrynę i płaszcz, a padający deszcz rozmazuje makijaż rzęs. Na pasterce to nie ma znaczenia. Idę zobaczyć Dzidzię i ukochać ich tam wszystkich w tym żłobie. Posłuchać o Maryi, Józefie, Aniołach i Mędrcach. Wyśpiewać radość, że 2000 lat temu urodził się mój Bóg.
Czego życzyć z okazji Bożego Narodzenia? Bożego Narodzenia!
Jak widzicie, Kasia przepięknie pisze :) mam nadzieję, że dla was te Święta są tak samo piękne jak dla niej :) Kasiu - jeszcze raz Ci dziękuję i życzę Ci wszystkiego dobrego i oczywiście Bożego Narodzenia!!!
via pinterest
A czym dla was są te Święta? Tylko prezentami, choinką, dobrym jedzeniem i spotkaniem z rodziną, czy mają jakiś większy sens?
A wam blogerzy, życzę miłego dnia, bo na świąteczne życzenia jest jeszcze czas :)











































